Jak panda stała się czarno - biała
Pewnego razu stary mędrzec mieszkający wśród gwiazd o długiej białej brodzie widocznej z ziemi jako droga mleczna, postanowił wysłać pandę na ziemie by ta obserwowała ludzi. Białobrody Mędrzec był ciekawy ludzkich zwyczajów, zachowań, rytuałów i ich świąt.
Panda zesłana na ziemie krążyła koło wiosek ludzkich obserwując bacznie zachowania ludzi, i opowiadała wszystko, co ujrzała i usłyszała Mędrcowi. Panda ze swej natury była powolna i cierpliwa wiec wytrwale przesiadywała w pobliżu ludzi i wcale nie ukrywała się przed ich wzrokiem. Lecz po pewnym czasie ludzie zaczęli obwiniać pandę za wszelkie nieszczęścia które ich spotykały. Pandę, która była szaro umaszczona zaczęto uważać za złego ducha którego trzeba wygnać i zabić by już więcej nie zsyłał nieszczęść na ludzi. Pewnego dnia, gdy panda siedziała na wzgórzu i obserwowała jak zwykle wioskę. Spostrzegła jednak, że ludzie z niej zaczynają iść z bronią w jej kierunku złorzecząc i przeklinając ja. Gdy ludzie zbliżyli się do pandy zaczęto ja obrzucać kamieniami i czym się tylko dało, przerażona śmiertelnie panda poczęła uciekać przed siebie tak długo aż zawędrowała w niedostępne lasy. Postanowiła ufarbować swoje futro na czarno -biało, by jej nie rozpoznano i już nigdy nie zbliżała się do wiosek ludzkich przebywając w niedostępnych miejscach. I od tamtych dni wszystkie pandy są tak samo umaszczone i skrywają się w niedostępnych puszczach.
- dedykowane Indianom i ich legendom.
Darek - Bajarz 2006-02-22 16:26:49
skomentuj (24)
Niedosyt
Pewnego dnia starszy pan poczuł głód i pomyślał sobie...
- Zgłodniałem, więc przydałoby się podnieść stare kości pójść do kuchni i uśmierzyć ten dręczący mnie głód..
Więc jak pomyślał tak zrobił, wstał i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę, w której znajdowało się pełno smakowitych owoców, pysznych warzyw, dobrych mięs i innych ulubionych potraw. Lecz stojąc przed lodówką przy otwartych drzwiczkach, z której powiało strachem i zimnem. Starszy człowiek stał patrzył i myślał...
- Lodówka jest pełna i same w niej dobre rzeczy mogą zaspokoić mój głód, ale dziś potrzebuje coś z niej wybrać czegoś, co by mnie zaspokoiło, ale nie mogę się zdecydować..
- O znalazłem ta dziwna konserw powinna mi smakować? Bo ma taką niesamowita zawartość i na pewno po zjedzeniu jej ogarnie mnie błogie nasycenie i szczęście..
Sięgnął po konserwę z wielką ostrożnością, dreszczykiem emocji i wyjął ją z lodówki odstawił na stół. Wziął do ręki stary pordzewiały otwieracz leżący w szufladzie obok. Z wielka ostrożnością i niecierpliwością otwierać puszkę, której wieko w pewnym momencie otwarło się. Lecz brzegi były nierówne i ostre, więc mimo ostrożności stary człowiek pokaleczył sobie rękę o jej brzegi. I pomyślał sobie wtedy:
- Oj puszeczko miła i smakowita pokaleczyłem się o ciebie a teraz ciało me łzawo krwawi, ale twa zawartość powinna mi wynagrodzić ten ból. A zawartość twa będzie
Smakiem nieba w mych ustach i miłym puchem głuszącym wrzask mego głodu..
Jednak stary człowiek zaczął wyjmować zawartość puszki na talerz i w tym momencie okazało się, że zawartość puszki jest zepsuta i nie nadaje się do jedzenia a jedynie by wyrzucić ja do śmieci gdzie leżą inne nie potrzebne rzeczy. I stary człowiek wtedy sobie pomyślał:
- A więc nie będzie mi dane zaspokoić upragniona i wybraną prze zemnie puszka głodu i nie poczuje jej smaku, który miał zaspokoić mój żołądek i podniebienie
I nic nigdy nie będzie mogło tak samo zaspokoić jak dziś mego głodu...
Darek - Bajarz 2005-11-05 14:07:53
skomentuj (43)
Saxofoniks i poszukiwanie wiedzy
Po odległych przestrzeniach kosmicznych podróżował robot zwany Saxofoniksem. Przemierzał on dalekie i odległe galaktyki w szerz i wzdłuż napotykając najprzeróżniejsze formy życia i ciała niebieskie. W kosmosie najprzeróżniejszych form życia jest bez liku o najdziwniejszych kształtach, barwach, kolorach i inteligencji.
Saxofoniks przemierzając międzygwiezdne przestrzenie poznawał coraz to nowe istoty a były one o nieopisanych kształtach, najróżniejszych zachowaniach, kulturach, rozwoju i inteligencji, których nie sposób opisywać. Uwielbiał on podróże i nowe miejsca lecz przede wszystkim chciał wiedzieć jak najwięcej i posiąść wszech wiedze .Więc robot żył pośród niezliczonych istot i uczył się wszystkiego co potrafili i wiedzieli. Od tych istot przejął niezliczone umiejętności i przeogromną wiedze i wciąż gromadził nową. Stał się jedną z najbardziej wszechwiedzących istot w niekończącej się przestrzeni. Lecz wraz z powiększaniem swej przeogromnej wiedzy nasuwały mu się wciąż nowe pytania na, które nie mógł znaleźć wciąż odpowiedzi.
Zastanawiał się również czy kiedykolwiek posiądzie wszech wiedze i możliwości, na równi z mitycznymi bogami. Najważniejszymi dla niego zagadkami było to skąd pochodzi i czy istnieją podobne jemu maszyny, cóż za konstruktor go stworzył, a może sam ewoluował z podrzędnego robota, lub powstał jakimś przypadkiem. Stwierdził, że wiedza jest nieograniczona choć niesamowicie przydatna. Saxofoniksa trapiło również to, że nie potrafi odczuwać jak niektóre z istot i nie potrafi się tego nauczyć . Nie potrafił poznać mechanizmów czyniących istoty odczuwającymi, ponieważ on sam był maszyną potrafiącą jedynie gromadzić informacje.
Więc Saxofoniks podróżuje nadal w poszukiwaniu odpowiedzi które być może kiedyś pozna pozna. A cały wszechświat okaże się być jedynie malutka czarną szklaną kuleczka w rękach bawiącego się nią olbrzyma.
Darek - Bajarz 2005-09-29 15:32:05
skomentuj (47)
Małe Pluszaki
W śród zwierząt i ludzi żyją dziwne stworzonka zwane Jupikami .Od okrzyków radości wydawanych przez małe dzieci. Te przedziwne zwierzątka, są całe pokryte puszystym pluszowym futerkiem o prze najróżniejszych kolorach, posiadają również jedna stopkę i duże czarne oczka.
Pewnego dnia mały chłopczyk wałęsając się po ulicach miasta, wstąpił do tajemniczego sklepu o najprzeróżniejszych towarach. Podziwiając mnogość i rozmaitość wszystkich znajdujących się tam rzeczy, ujrzał w kącie dziwne włochate piłeczki o różnych kolorach pokryte przezroczystą powłoką. Jednak gdy zbliżył się bliżej by je podnieść zorientował się , że to nie piłki a dziwne malutkie włochate stworzonka. Gdy spoglądał się w ich oczy odczuł, że musi je zabrać ze sobą i otoczyć opieką. Chłopiec ujęty sytuacja puszystych okrąglutkich pluszowych stworzonek, dostał je od sklepikarza i zabrał je ze sobą do swojego domu.
Po pewnym czasie jednak chłopiec zaczął zauważać, że mali przyjaciele są nadal smutni. Zrozumiał , że najbardziej szczęśliwe będą ,gdy je podaruje innym dzieciom a one będą je uszczęśliwiać swym sympatycznym i ciepłym wyglądem. Więc pewnego dnia spełnił prośbę swych małych przyjaciół , postanowił przekazywać je opiece małym dziewczynkom mieszkającym w okolicy, by te jak najlepiej się nimi zajęły.
Dobroduszny chłopiec nadal zajmuje się szukaniem nowych domów dla swych małych przyjaciół. Odczuwając dużą przyjemność z uśmiechów szczęścia pojawiających się na twarzach dziewczynek, z podarowanych im pod opiekę pluszowych stworzonek.
Darek - Bajarz 2005-09-16 14:48:50
skomentuj (21)
życie własne-gąsienicy
ot co spłodziłem z cieknącym potem na czole,lecz to dla Was....
Pewnego pięknego poranka z jajeczka leżącego na soczystym liściu wykluła się malutka Gąsieniczka. Rosła ona szybko i stawała się coraz większa i większa, a dni mijały jej beztrosko na pożywianiu się zieloniutkimi liśćmi wszelakich roślin .Zajęta jedzeniem nie zwracała uwagi na to co ją otaczało i co się wkoło niej działo. Uważała ,że nie warto sobie niczym zajmować głowy, bo wystarczało jej zjadanie roślin co było jej jedynym ulubionym zajęciem i sprawiało że była szczęśliwa.
Gdy już sporo podrosła zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że nic nie wie o otaczającym ją świecie i oprócz pochłaniania żywności nic innego jej nie interesuje. Mimo tego inne gąsienice lubiły ją i jej towarzystwo i ona lubiła z nimi przebywać. Uczyła się od nich wielu nowych rzeczy i podziwiała za to że wiedzą co chcą robić w przyszłości, bo sama nie potrafiła znaleźć sobie zajęcia na przyszłość. Niektóre z gąsienic przebywających wokoło niej zachowywały się jeszcze inaczej w stosunku do jej osoby. Zachowanie te było dziwne i nie do końca zrozumiałe, lecz miłe w swej niesamowitości. Jednak coś kazało nie dać po sobie nic poznać że to odczuwa.
I tak mijały kolejne dni. Choć zaczęła sobie zdawać sprawę, że zaczyna dziać się coś innego i czuła jak coś zmienia się w jej wnętrzu. Pewnego dnia gdy gąsienica osiągnęła już swe największe rozmiary, poczuła nieprzebraną chęć pozbycia się zewnętrznej powłoki i wyjścia ze środka samej siebie. Pchana nagłą potrzebą zaczęła powoli w bólu zrzucać z siebie zewnętrzną powłokę. Gdy wreszcie pozbyła się niewygodnej powłoki, zobaczyła że przemieniła się w zupełnie coś innego choć wiedziała że nadal jest tym samym. Gąsienica przepoczwarzyła się w pięknego i niesamowitego „Motyla” o przecudownie kolorowych skrzydłach . „Motyl” stwierdził ,że nie tylko on przemienił się w pięknego motyla, lecz inne gąsienice z jego otoczenia. Widząc jak zgrabnie i pięknie wyglądają w locie inne motyle, zapragnął latać w ich towarzystwie. Więc gdy poczuł wiatr pod skrzydłami wzbił się razem z nim w przestrzeń. Był zachwycony fruwaniem wraz z innymi cudownymi motylami lecz to mu nie wystarczało i niejednokrotnie pragnął zbliżyć się bardzo blisko by móc ich dotknąć, lecz one uciekały od niego na większą odległość.
Takie spotkanie jest niemożliwe bo skrzydła pięknych motyli są bardzo delikatne, kruche a ich uszkodzenie może grozić upadkiem z wysokości i śmiercią. A „Motyl” fruwa nadal goniąc umykające przednim w oddali skrzydła innych motyli ,choć nadzieja ta motywująca go do tego umyka równie szybko.
Darek - Bajarz 2005-09-02 22:04:55
skomentuj (23)
Królewna w wysokiej wieży
Dawno dawno temu, okropny smok Radlinar uwięził księżniczkę w wysokiej wiezy opustoszałego zamku którego władcą absolutnym był smok. Król próbował za pomocą swych rycerzy zabić smoka i wyrwać córkę z okropnej niewoli, lecz wielu rycerzy zginęło w walce ze smokiem który wydawał się niepokonany . Zrozpaczony król ogłosił, że jeśli ktoś zabije smoka i uratuje Księżniczkę odda mu pół królestwa oraz rękę swej córki. Więc zaczęli się zjeżdżać z najdalszych królestw rycerze chcący zabić smoka ożenić się z księżniczką i władać połową królestwa. Jednak smok Radlinar był zbyt szybki i zgładzał po kolei rycerzy najadając się nimi do syta. Pewnego razu koło zamku Króla przejeżdżał biedny rycerz zwany Rdzawym ,który przypadkiem dowiedział się o uwięzionej księżniczce. Rdzawy zjawił się u Króla i powiedział mu, że zabije smoka oraz uwolni jego córkę lecz nie chce ani pojąć jej za żonę ani królestwa w nagrodę, ponieważ jego kodeks rycerski i dobre serce nakazują mu pomagać ludziom w potrzebie oraz, że ma już swój dom i właśnie do niego wędruje. Jedyna nagrodą jakiej potrzebuje to jedzenie na dalszą drogę oraz nowe podkowy dla swego konia. Król wyśmiał i wypędził z zamku rycerza ponieważ jego koń był chudy i stary a sam rycerz wyglądał na biedaka w porwanych szatach i pokrytej rdzą zbroi od długiej podróży. Król śmiał się z Rdzawego, że taki rycerz nie potrafiłby utłuc muchy a co dopiero smoka.
Smok Radlinar znudzony i przekonany, że już żaden rycerz w najbliższym czasie nie odważy się przyjechać po księżniczkę. Postanowił rozprostować swe kości i wykąpać się w pobliskim stawie więc poleciał do niego. Zauważył to pewien rycerz że smok opuszcza swe miejsce więc postanowił wykorzystać sytuacje i uwolnić księżniczkę. Księżniczka ujrzawszy pięknego rycerza w pięknej i lśniącej zbroi na pięknym białym koniu, więc uradowana że zabił on smoka, witała go entuzjastycznymi okrzykami radości.
Rycerz udał się do Króla po nagrodę w postaci ręki Królewny i połowy zamku. Rycerz zaczął przechwalać się ile to bohaterskich czynów w życiu dokonał oraz stoczył zwycięskich potyczek a pokonanie smoka było dziecinną igraszką. Więc wszyscy uwierzyli w to, że smok został zabity. Nazajutrz Król wyprawił wielka ucztę z okazji zaślubin swej córki i na cześć zwycięskiej walki wspaniałego bohatera. Jednak owa radość nie potrwała długo, ponieważ smok widząc brak Księżniczki wpadł w szał i zaczął nękać okoliczną ludność i zamek Króla. Smok Radlinar w swej wściekłości zaczął podpalać zabudowania ,pola uprawne i zabijać napotkanych ludzi. Od tego momentu nastąpiła wielka trwoga i strach w królestwie. Król wściekły za oszustwo Lśniącego Rycerza chciał go wygnać z Królestwa lecz nie mógł tego zrobić gdyż był mężem jego córki, więc musiał pozostać i okrywać hańbą majestat Królewski.
Rycerz zwany Rdzawym mimo wypędzenia go z zamku i wyśmiania przez Króla, ruszył na pomoc zatrwożonej ludności. Rdzawy będąc mądrym , doświadczonym przez rzucie ,wiedział że nie pokona Smoka wyłącznie swą walecznością. Więc postanowił podsunąć smokowi dorodne stado owiec by ten najadł się obficie. Radlinar najadłszy się do syta poczuł się ociężały po pysznym posiłku. Widząc to Rdzawy Rycerz ruszył do ataku by zgładzić nieruchliwą bestię. Walka ze smokiem trwała wiele godzin, obie strony odniosły wiele ran i nie było wiadomo kto zwycięży. Lecz Smok padł pierwszy ugodzony włócznią w samo czarne serce.
I tak oto skromny Rdzawy rycerz bohatersko pokonał Smoka uwalniając Królestwo od zagłady. Rycerz dotknięty szyderstwem Króla za zgładzenia smoka nawet nie wziął chcianej przez siebie zapłaty, ponieważ nigdy wiele nie potrzebował a żywność przyda się teraz Królowi na wykarmienie kłamliwego męża Księżniczki. I wyruszył w dalszą drogę do swojego domu.
Darek - Bajarz 2005-08-02 19:51:52
skomentuj (18)
Rozmów chwilka gdy butelek kilka
W pewnej fabryce butelek rozmowę prowadziły wybrakowane butelki.
- witaj powiedziała butelka ze stłuczoną szyjką do drugiej, a jak ty tu się znalazłaś?
- Ja nadpęknięta jestem, ale nie pękam z tego powodu bardziej bo tamta w kącie to na pół przełamana. któraś rzuca z tłumu my to mamy i tak szczęście tamta to w ogóle w rozsypkę poszła
- biedne jesteśmy nas tu wszystkie wybrakowane umieszczają na tym kartonie nawet te które nie są popękane ale tylko porysowane i źle odlane
- krzyczy nowa a i mnie tu umieścili zrobili mi taki ładny napis a potem wstawili do pieca żeby farba wyschła, było tak fajnie ciepło, no i miałam mieć jeszcze jeden kolor położony ale stwierdzili że krzywo napis wyszedł i też tu wylądowałam.
- te nadrukowane to ładnie wyglądają mienią się takimi kolorowymi napisami a my takie brzydkie i potłuczone.
- tak takim to dobrze są piękne i wszyscy je podziwiają, później je napełnią jakimś płynem, dadzą nakrętkę i powędrują zwiedzać świat.
- zobaczcie coraz nas tu więcej, ciągle ktoś nowy przybywa, jedne małe drugie duże i wysokie a inne grube i niskie
- któraś z tłoku krzyczy – a co z nami będzie...?, co oni z nami zrobią...?
Powstał tedy przeraźliwy harmider a butelki krzyczały jedna przez drugą. Lecz jedna mądra stara butelka rzekła.
-ja tu jestem od bardzo dawna i widziałam nie jedno, i wiem co się z nami stanie, gdy nazbiera nas się tu więcej to zabiorą nas wszystkie i wywiozą nas do tak zwane Przetopienie, i jakiem najstarsza z was wszystkich to mówię wam będzie nam tam dobrze, będziemy naprawione i jeszcze pięknie niż teraz, w wszystkie inne butelki będą nam zazdrościć i podziwiać.
Lecz butelki zabrano roztłuczono na drobne wrzucono do pieca by się stopiły, a zapewnienia o starej butelki okazały się tylko nieosiągalnym marzeniem.
Darek - Bajarz 2005-04-25 14:03:55
skomentuj (41)
Zielona Trawa dla reniferów
Daleko stąd w mroźnej krainie mieszkają renifery. Od wieków renifery wędrują z porą roku w poszukiwaniu Zielonej Trawy i wiosny. Renifery pasą się i przemieszczają ogromnymi stadami, jest ich ogromne mnóstwo w każdym wieku i płci, stare i młode. Renifery dzień cały spędzają na poszukiwaniu zielonej i soczystej trawy, przeciskając się między sobą by ta nie zjadła wypatrzonej przez nią kępy trawy. Gdy w jednym miejscu wyskubią wszystko do końca, zaczynają wędrować dalej w poszukując upragnionej Zielonej Trawy. Tak są zapatrzone w tej swojej wędrówce, że idąc jedna koło drugiej w tłumie nie potrafią dostrzec piękna otaczającego ich świata ani przechodzących obok nich innych reniferów. Jedyne co je interesuje: pędzenie jedna przez drugą by dopaść lepszego miejsca na popas i jak najwięcej Zielonej Trawy tylko dla siebie. Renifery zaślepione zdobyciem i nienasyceniem Zieloną Trawą zaślepia taka chciwość że opędzą na oślep tratując swymi racicami wszystko na swojej drodze i nie zwracając na to uwagi. Wiele reniferów w tej pogoni ginie pod kopytami własnych towarzyszy wędrówki wiecznie pchających i przepychających się wzajemnie. Ten pęd ogarnia wszystkie młode renifery, również nowo narodzone nie mając innego przykładu życia uczestniczą w tym pędzie aż zginą stratowane lub po kres swych dni i to wszystko w imię zdobycia Zielonej Trawy.
Darek - Bajarz 2005-04-11 16:38:57
skomentuj (34)
Pchełka Zuź
Pchełka ZuźByła sobie kiedyś mała pchełka o imieniu Zuź. Jej domem był mały rudy kundel, lecz te dwa zwierzątka nie darzyły siebie sympatią. Kundel nieustannie próbował pozbyć się pchełki Zuź na wszelkie możliwe sposoby. Drapał się, gryzł, tarzał i pocierał ciałem by nieproszonego gościa wykurzyć. Lecz Zuź była pchełką bardzo ruchliwą, skoczną, rozbrykaną oraz przede wszystkim zaczepną. Ilekroć kundel próbował ją wykurzyć ona uciekała ponieważ dzięki swej płochliwości szubko potrafiła wyczuć niebezpieczeństwo. Pewnego dnia Zuź postanowiła tak dokuczyć Kundlowi by ten zaprzestał ja prześladować. Wymyśliła, że dzięki swojej skoczności, zacznie dokuczać kundlowi gryząc go ,a gdy Ten zacznie się drapać by się jej pozbyć to Ona będzie uskakiwać w coraz to nowe miejsca i kąsać go wtedy jeszcze bardziej. Wojna się rozpoczęła, kundel gryzł i drapał, a Zuź kąsała, lecz żadne nie dało za wygraną. Kundel się nie zrażał nowymi ukąszeniami i drapał się dalej by wypędzić pchełkę. A Zuź gryzła i dokuczała psu aby ten się zmęczył i dal jej spokój. Tak więc nikt nie wygrał ani pies próbujący pozbyć się nieproszonego gościa ani, pchełce Zuź nie udało się zmęczyć kundla. I ta nieroztrzygnięta przepychanka dwóch przeciwników trwa do dziś i będzie trwać zawsze.
Darek - Bajarz 2005-04-04 17:39:50
skomentuj (13)
Czarna owca
Pewnego pięknego i słonecznego poranka narodziła się malutka i piękna owieczka. Mama i Tata owca byli z tego powodu bardzo zadowoleni. Mała owieczka była ładna i wesoła, a oni byli dumni ze swej małej córeczki. Gdy Owieczka była mała niczym nie odróżniała się od innych owiec w stadzie, miała jak inne piękną białą puszystą sierść i pasła się spokojnie z resztą stada.
Lecz gdy podrosła jej sierść stała się czarna. Małej owieczce to nie przeszkadzało, wręcz się cieszyła, że jest inna od pozostałych owiec, które wyglądały tak samo i zachowywały się tak samo, że ciężko je było od siebie odróżnić. Wszystkie owce zaczęły na nią dziwnie patrzeć i szeptać między sobą o jej dziwnym umaszczeniu oraz o tym, że nie zachowuje się identycznie jak one.
Wszystkie owce trzymały się razem na pastwisku, miały jednakowe umaszczenie, koloru białego. Lecz czarna owieczka wolała biegać, brykać i rozmyślać samotnie po łąkach i lasach, nie trzymając się stada. Reszta owiec zaczęła ją unikać i trzymać się z dala uważając ją za odmieńca i dziwadło. Nawet Tata i Mama Owce zaczęły na swoją ukochaną owieczkę źle patrzeć uważając, że jej inne zachowanie jest nie właściwe i powinna zachowywać się jak inne owieczki, a czarna sierść zbyt się wyróżnia z pośród innych.
Małej czarnej owieczce było smutno, że nikt tnie nie chce się z nią bawić ani rozmawiać. Przebywając na pięknych lasach i łąkach ,wiele rozmyślała o swojej inności i postanowiła wyruszyć w świat szukać przyjaciół w innym miejscu. Pożegnała się z Tatą i Mamą Owcą i wyruszyła w świat szukać miejsca dla siebie gdzie mimo inności mogła by żyć szczęśliwie.
Wędrowała przez najróżniejsze miejsca spotykając na swojej drodze różne stada owiec w których mogła by znaleźć przyjaciół, ale najczęściej ją odrzucano. I wędrowała tak dalej aż pewnego dnia trafiła w odosobniona dolinę gdzie napotkała stadko owiec które wyglądało znacznie inaczej niż dotychczas spotykała. Stadko te przyjęło gościa miło i serdecznie nie zwracając na jej Czarną sierść i zachowanie, ponieważ one same były różnie ubarwione, inaczej się zachowujące i tak jak ona odrzucone przez innych. Czarna Owieczka poczuła się lubiana, tolerowana, przede wszystkim za to że była miła i mądra. Te dziwne stadko stało się jej domem ponieważ poczuła, że rozumieją się na wzajem co to znaczy być innym lecz sobą.
Odnalawszy wreszcie dom, przyjaciół , wędrowała z nimi dalej mimo ciągłego odrzucania i ich stadka, lecz było te odrzucenie znieść im łatwo bo wspierali się wzajemnie.
Darek - Bajarz 2005-03-29 20:22:28
skomentuj (9)
Wytrwały łoś
Dawno temu w zamierzchłych czasach rosły gęste lasy porośnięte różnorakimi roślinami żyło w tych lasach dużo przecudnych i pięknych zwierząt które czuły się szczęśliwe bo miały swoje miejsce zabaw, uciech i radości. Żył w tych czasach mały Łoś który jak inne zwierzęta czuł się szczęśliwy bo miał gdzie się bawić. Lecz z upływem czasu zaczęło wszystko się zmieniać ,lasy zaczęły być wycinane przez ludzi i stawały się coraz mniejsze i bardziej Rzadkie. Zwierzęta z lasu w który żył Łoś było coraz mniej a resztę ogarniał smutek bo las nie był taki piękny jak wcześniej lecz stał się ponury, smutny i schorowany od zanieczyszczeń produkowanych przez ludzi. Młody Łoś dorósł lecz nigdy nie zapomniał jak las wyglądał kiedyś, oraz szczęścia który w nim gościł. Widząc zasmucone ryjki i pyszczki zwierząt chcąc przywrócić dawną radość i szczęście z całych sil pomagał zwierzętom na różnorakie sposoby by podźwignąć je ze smutku. Mieszkańcy lasu bardzo go lubiły za to, że im pomaga i sprawia mu przyjemność gdy widzi radość w ich ślepiach i pyszczkach. Dorosły łoś intensywnie myślał i myślał jak tu uszczęśliwić zwierzęta by stale gościła w ich sercach radość. Pewnego dnia przesiadując na pięknej polanie ,wymyślił plan sadzenia od nowa drzew by las stał się taki jak dawniej. Z nową wiarą nadziei zabrał się do zbierania nasion drzew i zaczął je zasadzać. Po pewnym czasie wyrósł z nich piękny obszerny zagajnik. Łoś zaobserwował , że zwierzęta zaczęły być wesołe i cieszyły z nowego lasu. Niestety człowiek przyszedł i znów wyciął zagajnik , który Łoś zasadził ,jednak nie wszystkie drzewa zostały wycięte ocalały te najmniejsze , poskręcane i inne które nie nadawały się dla człowieka. Łoś zrezygnowany myślał i myślał i doszedł do wniosku że zacznie siać las a zwierzęta staną się radosne. Więc zabrał się znów za sadzenie drzew lecz tym razem z pomocą przyszły mu również inne zwierzęta z pomocą i razem zabrały się do ciężkiej prac
Po niedługim czasie znów z nasion zaczęły kiełkować młode drzewa ,a zwierzątka się ciesz i radują z nowego lasu. Wyprawiają w nim huczne święta zwane od ryku radości Łosia, Rykowiskiem
Przeszczęścia . Oby szczęście zagościło w śród zwierząt i w całym lesie na zawsze
Darek - Bajarz 2005-03-23 22:20:58
skomentuj (15)
Długie życie królewny i jej ojca.
A więc działo się to bardzo bardzo dawno temu za siedmioma wzgórzami siedmioma lasami za siedmioma rzekami
i pewna królewna jadąc na białym koniu spostrzegła nadlatującego smoka który zbliżał się w jej kierunku
wiec biedna królewna przestraszyła się jego i zaczęła przed nim uciekać w stronę rodzinnego zamku lecz smok był szybki i porwał królewnę do swojej jaskini
ojciec królewny widząc ta sytuacje z zamku wyruszył z licznym orszakiem zbrojnych rycerzy by odbić swą ukochaną córkę z rąk bestii i ją zgładzić. Gdy rycerze stanęli przed pieczarą smoka ten wyszedł dmuchnął ogniem i ich sobie usmażył na obiad a na deser pożarł królewnę i tak się kończy ta smutna baśń a smok żył długo i szczęśliwie bo najadł się na długie miesiące Koniec
Darek - Bajarz 2005-03-19 13:58:10
skomentuj (12)
Pierwsza baśń z cyklu bajaj razem z nami Na gadu gadu.
Na blogu będę umieszczać, bajki niezwykle uzdolnionego sąsiada :P więc, prosze czytać i komętować, Oto pierwsza baśnia ;)
Dawno dawno temu gdy jeszcze na ziemi nie było ludzi padół ziemski przemierzały istoty przezroczyste lekkie jak mgła żyjące w zgodzie z innymi istotami i całym otoczeniem, nie prowadziły między sobą żadnych wojen ani kłótni. Wyglądem przypominały anioły o skrzydłach motylich
Mijały wieki i tysiąclecia pięknej i radosnej egzystencji istot o czystym sercu, mądrym umyśle i miłującym harmonie i pokuj życia. Wszystkie inne istoty i stworzenia bardzo je uwielbiały za dobroć im okazywaną lecz pewnego dnia coś się stało? Co zakłóciło ten niebiański porządek. Nagle nieboskłon stał się czarny i ponury zasłonięty nie przenikniętymi chmurami z których błyskały potężne pioruny, uderzając o ziemie zaczęła ona pękać i wylewać z siebie czerwoną palącą i niszczącą wszystko ciecz. Wszystkie zwierzęta zatrwożyły się okrutnie i postanowiły prosić czyste istoty by te coś z tym uczyniły. Przezroczyste istoty o dobrym sercu zaczęły rozganiać swymi skrzydłami chmury zaciemniające ziemie i powstrzymywać wylewającą się z podziemi krew ziemi, gdy to uczyniły wszyscy się radowali i myślano że niebezpieczeństwo minęło. Lecz niewiadomo skąd pojawiły się najokrutniejsze istoty jakie tylko widziano, były brzydkie i odrażające, które zaczęły niszczyć wszystko wokół siebie i tępić każde istoty które spotkały na swojej drodze. Na początku było ich niewiele nie stanowiły wielkiego zagrożenia, lecz z upływem wieków zaczęło robić się ich coraz więcej i więcej, ich okrucieństwo i niszczycielski sposób życia doprowadziły do ogólnej paniki wśród zwierząt i istot, istoty przezroczyste które nie posiadały imienia ni nazwy postanowiły wbrew sobie stawić opór i przegonić je z ziemi. Postanowiły walczyć z nimi lecz nie wiedziały jak i czym się walczy. Okrutne maszkary z kamiennym sercem były zaprawione w niszczeniu, zabijaniu i swarach ,posiadały też różnorakie dziwne przedmioty którymi zadawały zniszczenie i śmierć wszelkiemu życiu
Pewnego dnia nadszedł sądny poranek gdzie na przeciw siebie stanęły obrzydliwe potwory i istoty dobrego serca, miłujące pokuj. Na początku zaczęły prosić by potwory zaprzestały niszczyć i mordować oraz żeby odeszły z ziemi tam skąd przyszły, lecz one nie słuchały i ruszyły do ataku, okrutne i zachłanne - zabić i podporządkować sobie wszystko, spotkają na swej drodze. Obłokowe istoty ginęły z rąk rozjuszonych potworów niczym źdźbła trawy pod ostrzem kosy, nieliczne istoty ocalałe istoty które przeżyły poukrywały się w najdalszych stronach i najbardziej skrytych miejscach. I tak na ziemi zapanował nowy okrutny porządek pod panowaniem bezlitosnych maszkar które zaczęły przebudowywać ziemie pod wasalnymi stopami wedle ich uznania i widzimisie, również od tej pory niema na ziemi ładu i pełni szczęścia
Okrutne ohydy które zniszczyły piękno nazywały się ‘Człowiek’ by odróżnić się od innych. Jednak od czasu do czasu pojawiają się piękne i czyste istoty które przybierają postać kobiecego piękna które rozświetlają promyki światła w okrutnym świecie ,jedno z tych bijących świateł znajduje się po drugiej stronie rakotwórczego ekranu.
Darek - Bajarz 2005-03-16 21:16:37
skomentuj (10)
|
Księga
stare bajki
2005
3 .
4 .
5 .
6 .
7 .
8 .
9 .
10 .
|